Dwa rodzaje honoru

 


Honor jest ideą wyrastającą z naszej natury, towarzyszy nam zatem od początków naszego istnienia. Dziś napotyka jednak wyzwania, które wymagają jego precyzyjnego zdefiniowania.


Honor kobiety honorem wspólnoty


Najprostsze jest to w odniesieniu do kobiet. Honor w przypadku kobiet równoznaczny jest czystości płciowej. Czyli dziewictwu przedmałżeńskiemu i wierności małżeńskiej oraz pochodnym jej postawom takim jak skromność. Pomimo zacierania tego faktu przez liberalizm i uformowaną w nim popkulturę, pozostaje on wciąż oczywistością, gdy bowiem chcemy zakwestionować honor kobiety, sugerujemy jej rozwiązłość lub bezwstydność – najcięższą obelgą w odniesieniu do kobiety wciąż pozostaje „kurwa”.


Tradycyjne kultury honoru, jak opisali je brytyjski badacz Julian Pitt-Rivers (1919-2001) oraz badacz grecki John G. Peristiany (1911-1987) były przy tym silnie patriarchalne, kobiety zaś występowały w nich jako element szeroko pojętego dobytku mężczyzn. Zhańbienie kobiety jest w nich tożsame ze zhańbieniem mężczyzny i wspólnoty w której funkcjonuje kobieta, wymagając od należących do niej mężczyzn działań mających zmyć hańbę. Mężczyźni zobowiązani są strzec i bronić czci (honoru) kobiet, także z użyciem przemocy i z narażeniem zdrowia i życia. Z tego tytułu sprawują nad kobietami władzę zwierzchnią.


Dla mężczyzn honor również pozostaje ważnym punktem odniesienia, odwołując się do tego jakimi ludźmi chcieliby być, jakimi się postrzegać i być postrzegani przez innych. Podobnie jak „kurwa” dla kobiety, tak dla mężczyzny najgorszą obelgą wciąż pozostaje „tchórz”. Honor, w swym zasadniczym sensie, oznacza zatem reputację mężczyzny. Jego rodzaje możemy wyróżnić, odpowiadając na pytanie w czyich oczach dany mężczyzna miałby uchodzić za honorowego.



Honor reaktywny


Pierwszym z tych rodzajów będzie honor reaktywny, który wyrasta z instynktu samozachowawczego i jest formą samoobrony. Jest to najbardziej „podstawowy” wymiar honoru, będąc w istocie reakcją samozachowawczą. Honor reaktywny jest reputacją w oczach przeciwników i potencjalnych napastników. Badający amazońskie plemię Yanomamö jankeski antropolog kulturowy Napoleon Chagnon (1938-2019) pisał, że prestiż mężczyzny i społeczności wynika tam nie z ilości posiadanych dóbr, lecz z gotowości do użycia siły w obronie prestiżu własnego i grupy.


Chodzi tu o coś w zasadzie intuicyjnego: jeśli ktoś nas uderzy, weźmie coś co należy do nas lub urazi nas w jakikolwiek sposób, my zaś nie będziemy bronić siebie ani naszego dobytku, nie zareagujemy na zaczepkę, sprawimy że napastnik nie poniesie żadnych kosztów ani ryzyka a sam atak będzie dla niego czymś łatwym i pozostanie bezkarny, to tym samym wysyłamy sygnał do samego napastnika i do wszystkich innych którzy dowiedzą się o tej sytuacji, że jesteśmy łatwym celem, że można nas atakować bo nic się nie stanie.


Jak zauważał francuski socjolog Pierre Bourdieu (1930-2002), światopogląd taki wykształca się naturalnie szczególnie w społecznościach zajmujących się koczowniczym lub transhumacyjnym pasterstwem, gdzie głównym źródłem utrzymania były podatne na kradzież mobilne stada zwierząt. Na słabo zaludnionym terenie, w warunkach braku obecności państwa, mężczyzna i grupa musieli polegać na swojej sile i reputacji. P. Bourdieu badał społeczności algierskich Kabylów, jego wnioski doskonale opisują jednak pierwotne środowisko i sposób życia zrodzonego na eurazjatyckim stepie superetnosu indoeuropejskiego.


Reakcja obronna na tym poziomie występuje zresztą u wszystkich organizmów żywych, które wysyłają sygnały ostrzegawcze, mające zniechęcić do ataku na nie, do „pożywienia się” ich kosztem. Organizmy żywe wysyłają potencjalnym napastnikom sygnał, że będą dla nich problemem, że ewentualny atak będzie ich kosztował nakład sił, wiązał się w ryzykiem i grozi zranieniami a nawet śmiercią. Organizmy żywe wysyłają potencjalnym napastnikom sygnał „Daj mi spokój, nie zaczepiaj mnie, będę dla ciebie problemem, zajmij się innymi”. Chodzi zatem o to, by drapieżnik nie atakował nas, lecz kogoś innego.


Honor reaktywny nabiera zatem znaczenia, gdy otaczają nas wrogowie i potencjalni napastnicy. W odniesieniu do mężczyzn, oznacza to, że jest on ważny zawsze, każdy bowiem inny mężczyzna jest dla nas potencjalnym przeciwnikiem a nawet napastnikiem. Gdy w określonych okolicznościach (w stanie Anarchii) przestają działać hamulce moderujące nasze postawy i zachowania, jedyną pewną barierą bezpieczeństwa pozostaje nasza zdolność odstraszania przeciwnika.


Gdy takiej zdolności nie wykształciliśmy, w kwestii naszego bezpieczeństwa jesteśmy zależni od innych, musimy zatem wkupić się w łaski potencjalnego protektora lub potencjalnych napastników, demonstrując im swoją dla nich użyteczność. To strategia adaptacyjna kobiet, które jako z natury słabsze fizycznie i mniej agresywne od mężczyzn, stosują ją jako strategię przetrwania. Gdy ucieka się do niej mężczyzna, traci twarz w oczach innych mężczyzn, przestaje być w ich oczach pełnoprawnym mężczyzną, traci zatem honor.


Także w tym przypadku, teza znajduje potwierdzenie w wiedzy potocznej i spostrzeżeniach z życia codziennego. Pomimo całej chrześcijańskiej, liberalnej, pacyfistycznej i antymęskiej narracji, wizerunek mężczyzny ma bowiem wciąż sprawić wrażenie, że jest on „duży” - zatem potencjalnie niebezpieczny. Krój poszerzających optycznie klatkę piersiową i powiększających barki mundurów reprezentacyjnych i wzorowanych na nich marynarek garniturów jest tego dobrym przykładem. Podobnie jak rozmaite subkulturowe kody w rodzaju piercingu, tatuaży, ćwieków itp.


Reputacja grupy


Honor reaktywny dotyczy nie tylko jednostek ale też grup ludzkich których podmiotami są mężczyźni. Jeśli bowiem nasza społeczność w oczach innych społeczności okaże się słaba, jeśli inna grupa może naruszyć naszą przestrzeń, my zaś nic z tym nie zrobimy, jest to zaproszeniem dla każdego innego kto chciałby naruszyć nasze dobra. Dotyczy to szczepu, gangu ale także państwa i narodu.


Jeśli ktoś może bezkarnie zastosować przemoc wobec obywatela naszego państwa lub członka naszego narodu, wobec naszych przedstawicielstw dyplomatycznych, wobec naszych firm, statków powietrznych, kosmicznych lub morskich, wobec naszych instalacji, jeśli ktoś może bezkarnie rabować nasze dobra, zaatakować nasze państwo, znieważyć nasze symbole państwowe lub narodowe jak flaga, godło, hymn lub dobre imię panującego, jeśli może wbrew naszej woli przekroczyć granicę naszego państwa, znaczy to, że każdy inny może zrobić to samo.


Historia zna aż nadto przypadków obrony przez państwa swojego honoru, gdy choćby pogrom kupców z danego narodu w innym kraju powodował interwencję marynarki wymuszającą przeprosiny, rekompensatę i oddanie przez ukaranych honoru fladze państwa interweniującego. Dziś mamy z kolei przykłady państw niezdolnych do egzekwowania swojego honoru: od Polski czy Rosji przymykających oczy na prześladowania rodaków w sąsiednich państwach, po Wenezuelę czy Syrię godzące się na rabunek swojej ropy przez USA. Widzimy też jednak przykład Iranu starającego się zachować honor wobec atakujących przeciwników, nawet jeśli niekiedy wymiana ciosów przypominała w jego wykonaniu teatralną inscenizację.


W perspektywie honoru narodowo-państwowego należy też postrzegać kryzys na granicy polsko-białoruskiej rozpoczęty latem 2021 roku. Brak reakcji na ofensywę migracyjną Białorusi byłby ze strony Warszawy oznaką słabości i zaproszeniem zarówno dla Moskwy i Mińska do dalszych nacisków na wschodnią granicę Polski jak i dla kolejnych fal nachodźców do prób jej forsowania. Fundacyjny mit antycznego Rzymu mówi wszak o zabiciu przez Romulusa jego brata Remusa, gdy ten przekroczył wbrew woli założyciela rzymskiej wspólnoty politycznej jej granicę. Akcentowanie przez środowiska chrześcijańskie, liberalne i marksistowskie humanitarnego wymiaru kryzysu na granicy polsko-białoruskiej było konkretnym przejawem szerszego zjawiska polemiki chrześcijaństwa i wyrastających z niego świeckich ideologii z ideą honoru, czym zajmiemy się za chwilę.


Koncepcję honoru reaktywnego można by zatem sparafrazować jako „obronę swoich granic”; gdy ktoś – jednostka lub grupa – nie „broni swoich granic”, czyni się polem rozgrywki innych, to zaś zwiększa zagrożenie dla jego życia i dobytku. Widzimy to w indoeuropejskiej epice mówiącej o skandynawskich, irlandzkich czy szkockich klanach; gdy nie reagują one adekwatnie na atak innych, prezentują się jako bardziej podatne na kolejne ataki, co stwarza zagrożenie dla ich dalszego istnienia, stanowi bowiem do takich ataków zachętę. Znamy jednak także ten mechanizm z powieści przygodowych opowiadających o szczepach rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, czy z dzieł historycznych traktujących o pierwotnych mieszkańcach Nowej Zelandii.


Honor reaktywny jest najbardziej archaiczną, elementarną postacią honoru, konieczną do przetrwania każdego człowieka i każdej ludzkiej społeczności. Jest konieczny i występuje na całym świecie i wśród wszystkich społeczności ludzkich, jak zaś wskazaliśmy wcześniej – w zasadniczej formie właściwy jest wszystkim organizmom żywym, wykraczając nie tylko poza gatunek ludzki, ale nawet poza królestwo zwierząt.


Chrześcijańsko-liberalna polemika z honorem


Wróćmy tu do chrześcijaństwa, metafizyka którego zwrócona jest przeciw Naturze i jej prawom, wykład etyki którego jest zaś wielką polemiką z ideą honoru reaktywnego. Jezus w tak zwanym kazaniu na górze radzi by nie sprzeciwiać się wyrządzanej nam krzywdzie, napastnikowi „nadstawić drugi policzek”, temu kto chce coś od nas wziąć lub nas obrabować dać więcej niż chce, temu zaś kto chce nas zniewolić wysługiwać się bardziej niż by tego oczekiwał (np. Mt 5, 39-42 i nast.). Trudno wyobrazić sobie wyrazistsze odrzucenie idei honoru reaktywnego.


Chrześcijaństwo stoi na stanowisku, że szafarzem uniwersalnej sprawiedliwości i obrońcą człowieka jest Bóg, jeśli zatem człowiekowi dzieje się krzywda, to dzieje się tak z woli Boga, albo zatem wymaga tego boża sprawiedliwość albo niezrozumiałe dla człowieka zamysły Boga wobec niego. Chrześcijaństwo w miejsce właściwego ludom aryjskim ideału heroicznego na którym kształtował się wzorzec osobowy indoeuropejskiego mężczyzny stawia osobowy ideał ascety i męczennika, którego sensem jest odwrócenie się od Natury w stronę świata pozagrobowego. Chrześcijanin sprzeciwia się prawom Natury, bowiem prawda leży dla niego nie w Naturze (jak dla poganina), lecz poza nią.


Z racji wpisania w (zachodnio)chrześcijańską epistemologię racjonalizmu, tradycyjne teologiczne i mitologiczne wyobrażenia chrześcijaństwa zaczęły z czasem zanikać wśród jego wyznawców na Zachodzie, by ustąpić tam materialistycznej ontologii i scjentystycznej epistemologii. Chrześcijaństwo zostało wtedy „uwewnętrznione” jako źródło pacyfistycznych doktryn etycznych i egalitarno-racjonalistycznej antropologii, które ostatecznie przybrały postać uniwersalistycznej i misjonarskiej ideologii liberalnej.


Na gruncie zachodniego liberalizmu, podobnie jak wcześniej na gruncie religii chrześcijańskiej w jej tradycyjnej postaci, próbuje się dziś delegitymizować męskość jako relikt barbarzyńskich czasów chaosu, rezerwuar destrukcyjnej agresji i przemocy. Dobór naturalny i instynkt samozachowawczy zachodni liberalizm chce przezwyciężyć rozumem. Honor jako regulator ludzkiego zachowania mają zastąpić liberalne prawo i sądy. Analogicznie jak w tradycyjnym chrześcijaństwie, męskość i siła mają być dopuszczane jedynie wtedy, gdy promują to co niemęskie, liche i brzydkie kosztem samych siebie, to jest kosztem tego co męskie, zdobywcze, szlachetne i silne.


Honor wertykalny


Drugi rodzaj honoru, mianowicie honor grupowy ma za punkt odniesienia to co antropolodzy określają mianem „grupy honoru”. To grupa do której należymy i chcemy być w niej postrzegani jako honorowi. Antropolog Frank Henderson Stewart w swojej pracy „Honor” (1994) nazwał to zabieganiem o „prawo do szacunku”. Grupą taką może być szczep, drużyna, banda, brygada pracownicza, a nawet naród – każda grupa, na opinii której nam zależy. Musi to być jednak grupa podzielająca określone wartości, w świetle których ocenia się w niej mężczyznę. Z punktu widzenia mężczyzny, musi to być grupa, na której zależy mu, by wywrzeć wrażenie.


W antycznym Rzymie, objęcie funkcji publicznej nazywano „uhonorowaniem”. Wiązało się to z uznaniem za bycie szczególnie godnym zaufania, z wyniesieniem pod tym względem ponad przeciętność. Echem tego jest, że dziś honor kojarzy nam się tak pozytywnie: z wyróżnieniem przez bycie na liście honorowej, z orderami, z pomnikami na piedestałach. Honor wertykalny to wyniesienie ponad przeciętność, bycie darzonym wielkim szacunkiem, bycie wysoko cenionym. Każdy mężczyzna chce zaś być wysoko cenionym, chce być honorowany.


Rewersem „prawa do szacunku” jest jego odebranie, czyli utrata honoru. Wspomniani już autorzy J. Pitt-Rivers i J. G. Peristiany pisali w tym kontekście w zredagowanej przez siebie w 1965 roku pracy o „społeczeństwach honoru i wstydu”, choć kategorię „kultury wstydu” wprowadziła jako pierwsza dla opisania tradycyjnego społeczeństwa Japonii jankeska antropolog Ruth Benedict (1887-1948) w swojej pracy „Chryzantema i miecz” (1946), a w odniesieniu do homeryckiej Grecji zastosował ją w 1951 roku irlandzki filolog klasyczny Eric Robertson Dodds (1893-1979).


Honor horyzontalny


Wedle ustaleń tego ostatniego, dla pogańskich Greków celem było tīmē, czyli szacunek ziomków, ich postępowanie regulował zaś aidōs, czyli obawa przed utratą honoru. Walczący w falandze hoplici utrzymywali szyk nie w imię abstraktu „ojczyzny”, lecz ze względu na aidōs wobec konkretnych osób – swoich współtowarzyszy, nie chcąc być przez nich uznani za tchórzy. Karą byłaby bowiem nemesis, czyli zniszczenie reputacji - a zatem pogarda i wykluczenie z grupy. Również znany z „Iliady” Hektor, choć boi się w praktyce niepokonanego Achillesa, nie ucieka z pola bitwy, powstrzymany aidōs wobec ojca Priama i matki Hekaby. W kulturach honoru i wstydu nemesis jest bowiem karą gorszą niż śmierć.


Drugi rodzaj honoru to prawo do szacunku w grupie do której należymy, przez J. Pitt-Riversa nazywany „honorem horyzontalnym”. Podobnie jak w przypadku honoru reaktywnego, wykształcił się on jako społeczna adaptacja do ewolucyjnych potrzeb gatunku ludzkiego. Przez większość czasu jego istnienia mężczyźni działali w ramach kilkunasto-kilkudziesięcioosobowych grup łowiecko-wojowniczych. Ich rola polegała na obronie perymetru i zbiorowym wykonywaniu niebezpiecznych zadań przekraczających możliwości pojedynczego wojownika jak wyprawa łupieska, łowiecka, walka z innymi grupami (stadami) ludzkimi. Do tego potrzebne jest zaufanie, bowiem od wiarygodności naszych kompanów zależy w takich sytuacjach nasze życie.


Bycie niegodnym zaufania narażało całą grupę, tak więc wszystkich pozostałych jej członków. Wiarygodność oznaczała w tej sytuacji siłę fizyczną, odwagę (siłę psychiczną), kompetencję (siłę intelektualną) oraz lojalność (siłę moralną). Do dziś ciężkimi obelgami dla mężczyzny jest nazwanie go słabeuszem, tchórzem, kłamcą lub stwierdzenie że się do czegoś nie nadaje, że czegoś nie umie. Wszystkie te zarzuty – jeśli są prawdziwe – oznaczają bowiem, że na danym mężczyźnie nie można polegać.


Pogańska cześć dla Prawdy


Do dziś w bliskowschodnim sądownictwie słowo mężczyzny znaczy więcej niż słowo kobiety, a jeszcze około stu lat temu było tak też w europejskim. Obupółkulowa lateralizacja mowy przez kobiety sprawia że mówienie przychodzi im biologicznie łatwiej, dokonujący lateralizacji jedynie lewopółkulowej mężczyźni są z kolei bardziej małomówni, każde ich słowo ma jednak przez to swój ciężar i znaczenie – miarą męskości jest zgodność czynu ze słowem, zatem prawdomówność („Skończył: wraz długa z ręku wyleciała dzida...”, „Iliada” księga XXII). W tradycyjnych społecznościach wyzwanie rzucone przez mężczyznę przeciwnikowi jest elementem walki – tak jest w „Mahabharacie”, gdy Bhima, który wcześniej ślubuje zabić Duryodhanę, następnie to robi („Mahabharata”, księga IX, LXXXII) – Pratijñā jest równoznaczne z samym czynem.

W światopoglądzie aryjskim Prawda (h₁s-ont-) miała charakter ontologiczny i sakralny, oznaczając to co istnieje. Prawda oznaczała ład, porządek, światłość, to co pozytywnie i prawdziwie istnieje. Miarą istnienia było słońce, świat pojmowano jako „wszystko pod słońcem” a życie jako „zdolność oglądania słońca”. Życie w Prawdzie, bycie w zgodzie w Prawdą, oznaczało życie w harmonii z kosmicznym ładem, który był dobrym, stabilnym i prawdziwym przez samo swoje istnienie. Światopogląd aryjski jest światopoglądem magicznym, zatem słowo ma nim znaczenie sprawcze – jak ilustrują to przytoczone wyżej epizody „Iliady” i „Mahabharaty”.


Stąd żywa choćby w tradycyjnych społecznościach słowiańskich obawa przed klątwą. Stąd też całkowite odrzucenie fałszu jako niehonorowego, niemęskiego. Fałsz niszczy strukturę rzeczywistości, osuwając świat w chaos. Kłamstwo w światopoglądzie aryjskim to bez-ład, nie-istnienie, schizma od Bytu. Słowo (mężczyzny) ma objawiać autentyczną naturę rzeczywistości, świata, kosmosu. Stąd poezja jest sztuką męską, należy do esencji męskości i jest jej cechą dystynktywną, bowiem słowo poetyckie odkrywa arkana rzeczy, geniusz poetycki odkrywa i ukazuje postronnym to co nieoczywiste i niewidoczne dla profanów a co jest jednak istotą rzeczywistości, jej treścią, co stanowi o jej znaczeniu.


Naturalna wspólnotowość


Gdy mężczyzna okazuje się niegodnym zaufania, gdy okazuje się że nie można na nim polegać, gdy nie jest godny wiary, to nie tylko w oczach innych członków własnej grupy staje się źródłem niepewności, niestabilności i chaosu, lecz obniża także powagę własnej grupy w oczach innych grup. Jak zaś wspominaliśmy o tym w odniesieniu do honoru reaktywnego, okazanie słabości - także przez grupę - jest zaproszeniem do ataku. Mężczyzna, który okazuje słabość, tchórzostwo lub niekompetencję, naraża zatem swoją grupę na niebezpieczeństwo.


Wartością mężczyzny dla grupy jest bowiem bycie przydatnym w kontekście jej zdolności przetrwania, zatem walki i osiągania zasobów koniecznych do przeżycia. Kobiety wartościuje się poprzez zdolność do rodzenia dzieci i opieki nad nimi. Mężczyzna jednak nie rodzi dzieci, przez co nie ma dla grupy tej wartości jaką ma kobieta. Jeśli zatem jest niezdatny do zdobywania i ochrony zasobów, dlaczego w zasadzie miałby być częścią grupy a grupa miałaby przeznaczać swoje dobra dla zabezpieczenia mu środków i warunków życia?


Gdy mężczyzna nie zapewni sobie „prawa do szacunku” w swojej męskiej grupie, może w końcu zostać z niej wykluczony. Ludzie są jednak gatunkiem stadnym, stąd też człowiek-mężczyzna poza grupą jest po prostu „niemożliwy”. Starożytni wiedzieli, że poza wspólnotą może żyć jedynie bóg lub bestia, tak więc nadczłowiek lub podczłowiek. W wymiarze materialnym życie w samotności przez dłuższy czas jest niemożliwe, człowiek samotny jest bowiem bezradny wobec choroby, utraty zasobów i napaści. W społecznościach archaicznych zatem wykluczeni z jakiegoś powodu z gromady robili wszystko, by zostać adoptowanymi do innej.


Jak wspomnieliśmy o tym wcześniej, na zasadzie wzajemnego zaufania i wiary w siłę, odwagę, kompetencję i lojalność innych członków grupy oparte jest działanie także dziś istniejących grup mężczyzn, powodzenie działań których oparte jest na współpracy; działają tak brygady pracownicze – szczególnie w niebezpiecznych zawodach takich jak praca na platformach wiertniczych, budowach lub w kopalniach, drużyny sportowe i członkowie rozmaitych ekspedycji np. alpinistycznych lub speleologicznych, jednostki wojskowe i policyjne itp. Mężczyźni działający w takich grupach gotowi są raczej umrzeć, niż zawieźć zaufanie swoich towarzyszy.


Tak właśnie należy rozumieć przyjęcie śmierci przez Sokratesa po wyroku ateńskiego sądu. Sokrates miał prawo do ucieczki, zdecydował się jednak poddać wyrokowi, by nie podważać autorytetu polis. Na podobnej zasadzie, wbrew bzdurnym tezom liberalnych indywidualistów i rzeczników jednostkowego sumienia (po II wojnie światowej idącą w tym kierunku judeochrześcijańską propagandę ze szczególnym zapamiętaniem sączono w rządzonych przez chadeków i poddanych reedukacji przez żydowską prasę zachodnich Niemczech), do dziś na przykład żołnierz na służbie nie każdą wojnę w której uczestniczy uważa osobiście za sprawiedliwą a nie każdą bitwę za strategicznie słuszną.


Idea honoru horyzontalnego i potrzeba przynależności do grupy pierwotnej jest zatem ewolucyjnie wpisana głęboko w psychikę mężczyzny. Żyliśmy tak przez trzysta tysięcy lat a nasi przodkowie od niemal czterech milionów lat i doświadczenia tego nie zatrze ani żadna ideologia ani inżynieria społeczna rozwijane kilkadziesiąt lat czy nawet kilka tysięcy lat. Współczesny mężczyzna z niezaspokojoną potrzebą afiliacji, pozbawiony rytuałów inicjacyjnych, podświadomie traci poczucie bezpieczeństwa i staje się znerwicowany. Społeczeństwo masowe z właściwymi mu ideologiami jednostki i masy stawia bowiem mężczyznę z pozycji „idioty”. Dla Ateńczyków z V w. p.n.e. idiōtēs to po prostu ktoś nieuczestniczący we wspólnocie.


Honor w rękach manipulatorów


Tę sytuację zagubienia mężczyzn, alienacji od rytów inicjacyjnych, wykorzystują manipulatorzy. Rządy „państw narodowych”, liderzy grup religijnych, przywódcy gangów wykorzystują stadny zew mężczyzn i instytucję honoru do wciągania swoich ofiar w działania niebezpieczne lub wręcz samobójcze, niedorzeczne, degradujące czy nawet zbrodnicze. Klasycznym przykładem jest tu oczywiście powiewanie narodową flagą i szantaż moralny mający skłonić tęskniących za honorem mężczyzn do narażania i poświęcania życia dla zwalczających męskość rządów lub anonimowych mas które obiektywnie nic dla nich nie znaczą. Problem jest jednak szerszy i dotyczy każdego manipulatora, odwołującego się do idei honoru horyzontalnego, by skłonić mężczyznę do zrobienia czegoś, co nie ma żadnej wartości poza udowodnieniem, że podejmujący się takiego działania gotów jest zrobić wszystko, by zyskać afiliację w grupie do której aspiruje.


W odniesieniu do honoru horyzontalnego warto zatem analizować grupy męskie nie tylko pod kątem wartości do których się przyznają, lecz potencjału doskonalenia w nich naszej męskiej natury. W odniesieniu z kolei do honoru reaktywnego warto odpowiedzieć sobie na pytanie, kto miałby być punktem jego odniesienia i jakie działania wymagałyby reakcji. Idea honoru wyewoluowała bowiem w naturalnych ewolucyjnie warunkach życia człowieka, mianowicie Anarchii w której funkcjonują niewielkie wspólnoty mężczyzn. Te same jednak mechanizmy zastosowane w poddanym regulacji przez bezosobowe i abstrakcyjne państwo, prawo i rynek anonimowym społeczeństwie masowym okazują się zupełnie dysfunkcjonalne.


Gdybyśmy mieli unosić się honorem wobec każdego wyzywającego nas w Internecie pyskacza, byłoby to zupełnie pozbawione sensu, ludzie ci bowiem są dla nas z reguły całkowicie anonimowi, a niemal zawsze oni sami i ich opinie nic dla nas nie znaczą. W „Krzyżakach” Henryka Sienkiewicza, Zbyszko z Bogdańca rzucający wyzwanie każdemu kto zakwestionowałby że Danusia Jurandówna jest najcnotliwszą i najpiękniejszą niewiastą na świecie, słusznie odbierany jest jako zachowujący się zupełnie absurdalnie, nikt bowiem z wyzywanych nie zna ani jego samego ani Danusi Jurandówny. Przypomnijmy zaś, że podmiotami stosunków honorowych są ci, których opinie na nasz temat i stosunek do nas są znaczące dla naszego życia – których socjologia nazywa „znaczącymi innymi”. By pozostać przy przykładach z kręgu rycerskiego, dawna europejska szlachta nie poczuwała się zobowiązana do szukania satysfakcji honorowej u znieważających jej członków plebejuszy, ci bowiem nie mogli zachwiać ich szlacheckim statusem, wystarczyło na nich zatem wybatożenie kijami.


W społeczeństwie masowym kluczowe w odniesieniu do honoru staje się zatem ustalenie właściwej grupy odniesienia, to jest grupy na akceptacji której nam zależy i opinia członków której jest dla nas znacząca. Jak wspomniano wyżej, nie może być to grupa warunkująca swą akceptację spełnianiem działań nie mających żadnej wartości – poza niekiedy karmieniem ego lub sadystycznych skłonności adresatów takich działań. Nie może być to również grupa na tyle rozległa i anonimowa, że pozbawiona rzeczywistej treści jak „naród”, bo otwiera to drogę do manipulacji i wykorzystywania nie oferując nic w zamian. Nie może być to wreszcie zbiorowość definiowana w oparciu o wartości wyraźnie nam wrogie lub toksyczne jak „NATO” lub „cywilizacja zachodnia”. Dziś, na postmodernistycznym Zachodzie, realnie może być to grupa pierwotna, będąca wspólnotą losu, rodzącą wspólnotę wartości. Z natury swej niejako, grupa taka musi znajdować się w opozycji wobec Systemu który cechują abstrakcyjność, mechanicyzm i formalizm, bezosobowość i anonimowość.


Zachód jako kultura winy


Warto na koniec wrócić na chwilę do wprowadzonej przez R. Benedict klasyfikacji społeczeństw według podziału na „kultury wstydu” i „kultury winy”. W tych ostatnich odchodzi się od tradycyjnego rozumienia honoru – zarówno wertykalnego (honor jako wywyższenie ponad pospolitość decyzją władzy) jak i horyzontalnego. Źródłem uznania zarówno bowiem honoru wertykalnego jak i horyzontalnego są „znaczący inni” - odpowiednio zwierzchność lub współtowarzysze z grupy. Honor ma zatem rację istnienia w społeczeństwach wspólnotowych i hierarchicznych, gdzie można zostać wykluczonym z grupy lub pozbawionym godności, co realnie degraduje życie jednostki a nawet mu zagraża.


W kulturach winy źródłem kontroli społecznej nie jest zaś ani władza ani grupa, lecz rozum i sumienie samej jednostki. Jest ona tam sama sobie sędzią, w razie przewinienia poczuwając się do winy i dążąc do naprawienia szkody. W kulturach wstydu wykroczeniu zadośćuczynić można natomiast jedynie odzyskując twarz, czyli honor w oczach „znaczących innych”. W społeczeństwie winy zadośćuczynić obrazie można przeprosinami, naprawieniem szkody i pokutą. Instytucją rozstrzygania sporów wokół wyrządzonej krzywdy są prawo i sądy.


W społeczeństwie honoru uznanie winy obraziciela przez sąd byłoby stwierdzeniem hańby znieważonego, czyli czymś gorszym dla niego od śmierci. Obrazę w społeczeństwie honoru trzeba natychmiast odeprzeć a zszarganą reputację przywrócić – dokonując zemsty, pobierając od obraziciela okup lub inną kompensatę. Zaniechanie reakcji na krzywdę oznacza utratę twarzy, wystawia zatem na niebezpieczeństwo kolejnych, podobnych ataków. Kompensaty za obrazę w kulturach honoru nie dochodzi się przed sądem, tylko drogą pojedynku lub wojny. Zamiast praw i kodeksów stosuje się w nich vendettę i samosąd.


Społeczeństwa żyjące w kulturach honoru są zatem z natury anarchiczne, maskulinistyczne, patriarchalne, wspólnotowe i autorytarne. Wspominany badacz N. Chagnon scharakteryzował Yanomamö jako pielęgnujących ideał męskości oparty na sile fizycznej i waleczności (tak więc odwadze). Mężczyźni cechujący się tymi przymiotami cieszą się tam największym uznaniem i mają najwięcej żon. Wioski mające opinię groźnych i nieustępliwych w walce są rzadziej atakowane, etnos jako całość funkcjonuje jednak w stanie permanentnych wojen (o niskiej intensywności) toczonych o honor i kobiety.


Jak pisze E. R. Dodds, pierwociny kultury winy pojawiają się w starożytnej Grecji wraz z ideą rozumu i sumienia. Narasta ona wraz z filozofią, potem zaś orfizmem i religią misteriów. Kultura winy wyłania się zatem wraz z ideą jednostki. Jest ona dopełnieniem ontologicznego indywidualizmu, swoje dzisiejsze natężenie osiągając jednak dopiero w chrześcijaństwie z jego ideami antropologicznego egalitaryzmu i racjonalizmu, ideą jednostkowego sumienia, osobistego żalu za grzechy i instytucją indywidualnej spowiedzi. Według wspomnianych J. Pitt-Riversa i J. G. Peristiany'ego najbardziej rozwinięte są one w północnej i zachodniej Europie (Wielka Brytania, Skandynawia, Niemcy, Niderlandy, Francja) oraz północnej Ameryce (USA, Kanada), gdy tymczasem kraje śródziemnomorskie (półwyspy iberyjski, apeniński, bałkański, Azji Mniejszej) a także m.in. Lewant, Maghreb i Azja Wschodnia to kraje kultur honoru.


Należy to wiązać z rozwojem chrześcijaństwa, które w krajach zachodniej i północnej Europy przeszło drogę swoistej internalizacji (pietyzm, „Mowy o religii” Friedricha Schleiermachera), transformując się z religii publicznej do indywidualnego intymnego doświadczenia duchowego i moralnego (pierwociny tego sięgają późnośredniowiecznego mistycyzmu i „devotio moderna”). Na tle odkryć burzących biblijną wizję historii naturalnej (Charles Lyell, Charles Darwin) w krajach tych zanikać zaczęła wiara w teologiczne koncepcje chrześcijaństwa, które stało się tam przez to liberalną doktryną etyczną i antropologiczną. Dziś po takiej właśnie linii przebiega apologia chrześcijaństwa przez przedstawicieli postsekularyzmu (J. Habermas) i konserwatyzmu (T. Holland). Zachodni liberalizm i istniejąca w jego obrębie „kultura winy” to zatem swoiste „chrześcijaństwo bez Boga”.


Indywidualistyczna podróbka honoru


Właściwie rozumiany honor, jak wskazali to przywoływani tu kilkukrotnie badacze, związany jest ze społeczeństwami wspólnotowymi. Na gruncie indywidualistycznego chrześcijaństwa musiał więc zostać potępiony i odrzucony, podobnie jak wspierająca się na nim archaiczna męskość. Przetrwanie kultur honoru w południowoeuropejskich krajach katolickich tłumaczyć należy tym, że na północ od Alp doszło w XVI wieku do fundamentalistycznej reakcji przeciw korupcji Kościoła rzymskiego, w efekcie czego chrześcijaństwo „germańskie” stało się chrześcijaństwem „czystszym”, bo pozbawionym przeżytków Antyku oraz historycznych i kulturowych naleciałości którymi obrosło na przeciągu wieków i które żywe pozostały w Śródziemnomorzu do końca lat 1970.


Współcześni badacze wskazują jednak, że dawne różnice pomiędzy północnoeuropejskimi krajami protestanckimi a południowoeuropejskimi krajami katolickimi straciły obecnie na znaczeniu, gdyż te ostatnie upodobniły się do tych pierwszych, gdy liberalizm zastąpił tam katolicyzm (lub prawosławie) w roli ideologii organizującej życie publiczne (II Sobór Watykański w latach 1960.,upadek konserwatywnych dyktatur w Portugalii, Hiszpanii i Grecji w latach 1970.). Społeczeństwami honoru i wstydu pozostają współcześnie muzułmańskie kraje północnej Afryki, Anatolia i częściowo muzułmańskie społeczeństwa Bałkanów, czego świadectwem są np. sensacyjno-plotkarskie opowieści których autorami są jakoby zachodnie kobiety które wyszły za mąż za Turków, Egipcjan lub innych Arabów.


Ważne w tym kontekście jest, że chrześcijaństwo „akulturowało” ideę honoru, w sposób jednak dla siebie typowy, czyli deformując ją w stopniu odbierającym jej całkowicie jej pierwotny sens. Operacja ta przypomina tę, której ofiarą padła męskość: chrześcijaństwo podmieniło ją na „męstwo”, które jednak, poza nieco podobnie brzmiącą nazwą, z męskością nie ma w zasadzie nic wspólnego. Męskość, jak wspomnieliśmy, definiuje się poprzez siłę (siła fizyczna), odwagę (siła psychiczna), umiejętności (siła intelektualna) i lojalność (siła moralna), które są w tym konkretnym kontekście cechami dystynktywnie męskimi. Męstwo jest tymczasem nieugiętością w obliczu prześladowań i mąk, co równie dobrze może cechować kobietę. Kobiety wręcz, z racji płciowej adaptacji do rodzenia dzieci, są przeciętnie bardziej niż mężczyźni odporne na ból.


Podobnie jest z honorem, gdzie ideę honoru wertykalnego i horyzontalnego zastąpił pochodny indywidualnemu sumieniu „honor jako wierność swoim przekonaniom”. Pierwotnie była to wierność Bogu, jej zaś miarą było wspomniane męstwo. Chrześcijańskim ideałem osobowym nie był bowiem bohater jak w światopoglądzie aryjskim, lecz asceta i męczennik. Droga chrześcijanina nie była drogą heroizmu, lecz drogą męstwa. Czyli nie była drogą walki, lecz drogą cierpienia. Chrześcijanin miał „nadstawiać drugi policzek”. Wierność Bogu i trwanie w wierze to treść nadawana honorowi przez chrześcijan.


Wraz z opisaną wyżej sekularyzacją chrześcijaństwa, mianowicie ekstrakcją chrześcijańskich idei etycznych i wyobrażeń antropologicznych z zepchniętych na margines lub całkowicie porzuconych tradycyjnych chrześcijańskich wyobrażeń teologicznych i metafizycznych, honor w rozumieniu chrześcijańskim z wierności Bogu i mężnego trwania w wierze stał się wiernością swoim przekonaniom, postępowaniem zgodnie z nimi i kierowaniem się w życiu rozumem. We współczesnych narracjach pojawia się na przykład w kontekście oporu przeciw „totalitarnym dyktaturom” w obronie „godności człowieka”. Podobnie jak cała etyka i antropologia chrześcijańska, idea honoru - tak jak ją rozumiano w tej religii - uległa sekularyzacji.


W swojej obecnej, zsekularyzowanej formie (post)chrześcijańska idea honoru jako „wierności sobie”, postępowaniu stosownym do „rozumu i godności człowieka”, podobnie jak cały liberalizm, obciążona została nieusuwalnym subiektywizmem. Skoro to jednostkowy rozum jest źródłem rozumienia honoru i instancją osądzającą o honorowym zachowaniu, interpretacji w tym zakresie może być tyle, ilu interpretatorów. Zatem, skoro brak jakiejkolwiek ponadjednostkowej instancji, każda interpretacja możliwa do pomyślenia jest (równie) prawowita. „Skoro nie ma Boga, to wszystko jest dozwolone”. Honor na dzisiejszym Zachodzie pada ofiarą podobnej subiektywizacji, jak credo religii chrześcijańskiej w protestantyzmie.


Ronald Lasecki


Wesprzyj moją pracę ideową


Postaw mi kawę




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Samozaoranie" Grzegorza Brauna

Sprawa Iranu to nasza sprawa

Antysystemowe państwo-minimum