Zwycięstwo trumpo-syjonizmu w Kolumbii

 


W drugiej turze wyborów prezydenckich w Kolumbii, 21 czerwca zwycięstwo odniósł prawicowy kandydat Abelardo de la Espriella z partii Defensores de la Patria. Zwycięzca zdobył 49,66% głosów, podczas gdy jego przegrany kontrkandydat Iván Cepeda z partii Pacto Histórico, popierany przez urzędującego prezydenta Gustavo Petro, zdobył 48,7% spośród 26 mln. głosujących. A. de la Espriella zdobył przy tym najwięcej głosów w historii wyborów prezydenckich w Kolumbii, zarazem jego zwycięstwo (250 000 głosów więcej od kontrkandydata) było najmniejsze w historii wyborów prezydenckich w kraju.


Urzędujący prezydent Gustavo Petro stwierdził, że adresy IP kilku serwerów użytych w wyborach zostały zmienione i że jedynym podmiotem zdolnym do takiego fałszerstwa jest Izrael, który wraz ze Stanami Zjednoczonymi dostarczył Kolumbii oprogramowanie mające zapobiegać fałszerstwom wyborczym. Możliwą ingerencję Tel Awiwu porównał do podobnej operacji przeprowadzonej przez państwo żydowskie w Rumunii w 2024 roku. Do zarzutów prezydenta negatywnie odniósł się prokurator generalny, zaprzeczył też oczywiście Izrael, zaś po uznaniu porażki przez I. Cepedę, prezydent oznajmił że jego administracja rozpocznie proces przekazywania władzy.


A. de la Espriella wygrał pod hasłem wznowienia walki z lewicowymi partyzantkami i rozprawienia się z przestępczością. W powyborczym przemówieniu wygłoszonym w Baranquilla w departamencie Atlántico oznajmił „Kolumbia będzie znowu miała rząd (…) i wszyscy ci kryminaliści zostaną bez litości ukarani, w zgodzie z konstytucją i prawem Republiki”. Prezydent-elekt zapowiada wzorowanie się na polityce bezpieczeństwa wewnętrznego prowadzonej przez Nayiba Bukele z Salwadoru, zapowiadając otwarcie dziesięciu gigantycznych więzień w kraju. A. de la Espriella jest też rzecznikiem obrony wartości judeochrześcijańskich i wolności religijnej, na gruncie których sprzeciwia się aborcji, eutanazji, feminizmowi, indoktrynacji w duchu gender, adopcji przez pary homoseksualne i promowaniu zboczeń seksualnych.


W gospodarce A. de la Espriella powołuje się na przykład Javiera Mileia (który zresztą pogratulował mu zwycięstwa) zapowiadając w swoim programie „Reforma Integral del Estado” redukcję aparatu rządowego o 40% oraz deregulację i obniżenie kryteriów dopuszczalności na rynek m.in. lekarstw i żywności. Jest też zwolennikiem polityki wolnego handlu, obniżki podatków, ochrony własności prywatnej i wykorzystania sztucznej inteligencji m.in. w agendach rządowych zajmujących się poborem podatków. Prezydent-elekt zapowiada również przywileje dla przedsiębiorstw których właścicielem jest Elon Musk i zwiększenie dostępności Internetu za pośrednictwem Starlinka.


W polityce zagranicznej A. de la Espriella zapowiada groteskowe wręcz podporządkowanie polityki Bogoty polityce Waszyngtonu. Koncepcje takie mają w Kolumbii odległe tradycje w postaci doktryny Respice Polum („Mirar hacia el Norte”), sięgając prezydentury konserwatysty Marco Fidela Suáreza w latach 1918-1921. W wydaniu obecnego prezydenta-elekta miała by to być jednak nie tyle „orientacja” na północnego hegemona czy nawet polityczna subordynacja, ile integracja polityki Cancillería w ramach polityki Departamentu Stanu.


A. de la Espriella zapowiada na przykład prowadzenie polityki wobec sąsiedniej Wenezueli jedynie za pośrednictwem resortu spraw zagranicznych USA. Poparł też oczywiście atak gwiazd i pasów na Caracas w styczniu bieżącego roku i popiera obalenie obecnych władz kubańskich przez USA oraz aneksję Kuby przez to państwo na zasadzie wolnego stowarzyszenia. Zwycięzca kolumbijskich wyborów prezydenckich popiera nawet działania ICE wobec kolumbijskich emigrantów do Stanów i ich osadzanie w obozach przejściowych. Kuriozum jest, że prezydent-elekt Kolumbii jest od 2023 roku obywatelem Stanów Zjednoczonych Ameryki.


Przyszły przywódca Kolumbii zapowiada również radykalny zwrot syjonistyczny w polityce Cacillería. Bogotá ma wznowić stosunki dyplomatyczne w Tel Awiwem zerwane przez G. Petro w proteście przeciw żydowskiemu ludobójstwu w Gazie. Sam A. de la Espriella wyraził poparcie dla polityki Binjamina Netnajahu, który z kolei pogratulował mu wyborczego zwycięstwa. Nowy prezydent Kolumbii ma przenieść ambasadę swojego państwa do Jerozolimy, zrywając w ten sposób z dotychczasową tradycją nieuznawania przez Bogotę izraelskich zaborów.


Oprócz izraelskiego premiera i jego ministra obrony Gideona Sa'ara, gratulacje A. de la Esprielli złożyli m.in. Donald Trump i Marco Rubio oraz prawicowi prezydenci regionu: Javier Milei z Argentyny, José Antonio Kast z Chile, Santiago Peña z Paragwaju, Rodrigo Paz z Boliwii, pani prezydent-elekt z Peru Keiko Fujimori, Daniel Noboa z Ekwadoru, przywódczyni opozycji z Wenezueli María Corina Machado, Luis Abinader z Republiki Dominikańskiej, Laura Fernández Delgado z Kostaryki i José Raúl Mulino z Panamy. Zwycięstwa pogratulowali mu również przywódcy Rosji i Ukrainy oraz panie premier Italii i Japonii.


Abelardo de la Espriella ma objąć urząd 7 września bieżącego roku. Jego zwycięstwo jest kolejnym sukcesem w regionie trumpizmu i syjonizmu, jak zawsze w przypadku Ameryki Łacińskiej, przybierających jednak postać groteskową i wręcz karykaturalną (w kampanii wyborczej A. de la Espriella prezentował na przykład w jednym z programów publicystycznych zdjęcia swoich genitaliów, chwaląc się ich rozmiarami). Obserwacja tożsamości i procesów politycznych w tej części świata nasuwa zresztą nieodparcie myśl o niższości czy wręcz impotencji cywilizacyjnej Latynosów, ich politykę bowiem najtrafniej scharakteryzował niegdyś znawca tego regionu Marcin Florian Gawrycki, nazywając ją „strategią mimikry”.


Ronald Lasecki


Wesprzyj moją pracę analityczną


Postaw mi kawę


Komentarze