Krzyżacki rycerz wśród Mongołów
Vladimir Pozner (1905-1992) to pisarz zupełnie dziś w Polsce zapomniany. Całkiem słusznie, był bowiem przeciwnikiem faszyzmu i proradzieckim komunistą, polemicznie zaangażowanym po rozkładowej stronie w takich głośnych w swoich czasach debatach jak wsparcie komunistycznych uchodźców z narodowosocjalistycznych Niemiec i frankistowskiej Hiszpanii, wsparcie komunizujących postaci w Hollywood w okresie maccartyzmu, sprzeciw wobec francuskiej pacyfikacji Algierii i wobec zbrojeń nuklearnych. Pozner od 1933 roku był członkiem francuskiej partii komunistycznej (z przerwą na lata 1936-1946, gdy z niejasnych przyczyn został z niej usunięty), francuskiej sekcji komunistycznej międzynarodówki literackiej, w 1934 roku uczestniczył w moskiewskim zjeździe pisarzy radzieckich a rok później w paryskim komunistycznym kongresie pisarzy „na rzecz obrony kultury” (w rzeczywistości na rzecz propagowania komunizmu).
Przewagi żydo-komunisty
Postać zatem zdecydowanie nudna i historycznie skompromitowana niepowodzeniem projektu radzieckiego, któremu całe życie służył. Świat nie jest jednak czarno-biały i również Vladimir Solomonowicz Pozner nie był postacią jednowymiarową. Jego niewątpliwą zasługą jest propagowanie na Zachodzie kultury i języka rosyjskiego. Co prawda w słowach przekazujących marksistowsko-leninowskie bzdury, dobranych i skomponowanych jednak kunsztownie. Tłumaczył na francuski Lwa Tołstoja i Fiodora Dostojewskiego, a także Wasilija Rozanowa, Aleksieja Tołstoja i rozmaitych pisarzy komunistyczno-radzieckich. W 1929 roku wydał w Paryżu „Panorama de la littérature russe” i „Anthologie de la prose russe contemporaine”, w 1935 roku - będącą kroniką ostatniego tygodnia życia Lwa Tołstoja książkę „Tolstoï est mort”, w 1957 roku - „Souvenirs sur Gorki”poświęcone wybitnemu radzieckiemu pisarzowi którego Pozner był bliskim przyjacielem. Ponadto, u progu kariery, w 1928 roku Pozner wydał w Paryżu własne „Стихи на случай”.
Drugim wartościowym punktem odniesienia u tego autora jest jego niewątpliwy talent literacki. Za jego wybitne dzieło uważa się będącą połączeniem reportażu i powieści książkę „Les États-Désunis”(1938), będącą plonem podróży autora do USA w 1936 roku i dokumentującą skutki Wielkiego Kryzysu w tym kraju. Również omawiana tu powieść „Ostrze włóczni”, we Francji wydana po raz pierwszy w 1937 roku jako „Le mors aux dents”, następnie zaś wznawiana w latach 1962, 1977 (w wydaniu zbiorowym twórczości autora), 1985 i 2005 jest świadectwem ponadprzeciętnych uzdolnień Poznera. W Polsce utwór doczekał się tymczasem tylko jednego wydania, w 1950 roku, w przekładzie Marii Kureckiej, nie będąc później nigdy wznawianym.
W poszukiwaniu Bohatera
W pierwszej części książki, podmiot liryczny – w tym przypadku najpewniej tożsamy z autorem, dokumentuje proces powstawania powieści. Pozner dokonał tu naprawdę imponującej kwerendy materiału bibliotecznego, wplatając następnie w swoją narrację doniesienia prasowe, treści wspomnień i wywiadów z uczestnikami opisywanych wydarzeń, dokumenty, protokoły przesłuchań sądowych itp. Spore fragmenty książki są szczegółową kroniką wojny domowej na rosyjskiej Syberii. Pozner brał tu sobie podobno za punkt odniesienia słowa Cervantesa „Rzeczy zmyślone są tym lepsze i przyjemniejsze, im bardziej zbliżają się do prawdy albo do prawdopodobieństwa, a prawdziwe są tym lepsze, im prawdziwsze” (przełożyli Anna Ludwika Czerny i Zygmunt Czerny). Gdy rozpoczyna się właściwa narracja, otrzymujemy zaś imponujący fresk na miarę utworów Izaaka Babla, Borisa Pilniaka, czy filmów Wsiewołoda Pudowkina „Potomek Czyngis-chana” (1928, bez ambicji historycznych) i Josifa Chejfica „Его зовут Сухэ-Батор” (1942, z ambicjami historycznymi).
Człowiek Średniowiecza w zderzeniu z nowoczesnością
Choć jednak utwór Vladimira Poznera nie osiągnąłby swojej wartości gdyby nie wybitny umysł autora i jego zainteresowanie Rosją, to nie miałby jej również gdyby nie osoba jego bohatera. Baron Roman Fiodorowicz von Ungern-Sternberg (1886-1921) był prekursorem eurazjatyzmu i zarazem epigonem monarchicznej kontrrewolucji, co komponowało się w jego integralny tradycjonalizm. Światopoglądowo i ideowo nie miał on w zasadzie punktów stycznych z przytłaczającą większością ruchu „białych”(poza nielicznymi wyjątkami, pokroju Piotra Krasnowa), którzy komunizmowi przeciwstawiali liberalny konstytucjonalizm, geopolitycznie zorientowany na Anglię, Francję i Czechosłowację. Baron Ungern konserwatywnymi liberałami takimi jak Aleksander Kołczak wręcz gardził, jankesów i Żydów nienawidził, a Romanowym miał za złe liberalną, zorientowaną na Ententę politykę i następnie abdykację. Podczas gdy inni „biali” walczyli z totalitaryzmem bolszewickim o prawa i wolności człowieka, „Ungern-chan”, jak zauważył w 2013 roku w wywiadzie dla niemieckiego miesięcznika „Zuerst!” tradycjonalistyczny działacz Claudio Mutti, „poświęcił się bezwzględnej walce o prawa boskie”.
Wypływająca z niechęci ale przecież przenikliwa i celna jest przedstawiona przez Poznera charakterystyka Barona Ungerna jako „feudała, który zabłąkał się w wiek dwudziesty”. „W Europie – pisze Pozner - Ungern wydałby się śmiesznym anachronizmem”, w Mongolii tymczasem „wrócił do średniowiecza”. Baron Ungern „reprezentował reakcyjną szlachtę, która korzystała właśnie z feudalnego charakteru carskich rządów”, „poświęcił się służbie wojskowej i wojnie nie tyle z zamiłowania do awantur, ile dlatego, że carska armia była jedną z najbardziej feudalnych instytucji imperium rosyjskiego”. Jeden z towarzyszy Barona w Mongolii w 1913 roku wspominał zaś, „gdy patrzyło się na Ungerna, miało się wrażenie, jakby przenosiło się z powrotem do średniowiecza (…) zjawiał się, niczym ci ludzie z przeszłości, z tym samym pragnieniem wojny i tą samą wiarą w nadprzyrodzone”.
Komunistyczno-żydowskiemu autorowi „Ostrza włóczni” wtóruje nowoprawicowy francuski autor Jean Mabire (1927-2006), rozpoczynając swój esej poświęcony Baronowi słowami: „Siwe piaski, ponure stawy, lasy sosnowe, dzikie wybrzeża Zatoki Fińskiej... to właśnie tu, blisko trzy wieki temu, w Estonii legła w gruzach śmiała wizja teutońskich rycerzy. Rosyjski orzeł zatriumfował nad pruskim. Niemieccy panowie, którzy zdecydowali się pozostać na tych ziemiach, musieli przyjąć służbę u cara. Stali się bałtyckimi baronami – dumnymi i niepokornymi, a jednocześnie lojalnymi. Odizolowani w swoich rodowych posiadłościach, otoczeni przez surowych, wrogo nastawionych chłopów którzy nie mówili ich germańskim (Mabire posługuje się tu starofrancuskim terminem tudesque) językiem, zmuszeni służyć państwu obcemu ich obyczajom i dążeniom, odnajdywali wolność jedynie w armii – gdzie mogli realizować swoją jedyną prawdziwą namiętność: odwagę.
Od wód Bałtyku aż po stepy Azji tysiące bałtyckich oficerów służyło w carskich wojskach z honorem i wiernością. Bez nich rosyjskie mocarstwo byłoby niewiele więcej niż chaosem i rozgardiaszem. Wnieśli do swego rzemiosła rygor odziedziczony po dawnym germańskim Zakonie. Byli bezwzględni, skuteczni, fanatyczni. Sankt-Petersburg nie darzył ich szczególną sympatią, chętnie jednak wykorzystywał w szeregach swoich pułków ich zamiłowanie do wojny dla niej samej. Na przestrzeni wieków bałtyccy baronowie, niegdyś pokonani przez rosyjskich żołnierzy, przekształcili się w arystokrację feudalnego w istocie imperium. (…) Przypasać miecz, oznaczało dla nich porzucić ziemię i wyruszyć ku przygodzie, niebezpieczeństwu i śmierci. „Nie ma innej szlachty, niż szlachta miecza” powtarzali ci, których przodkowie walczyli niegdyś pod niepokalanym sztandarem z wielkim czarnym krzyżem. Nie ma innego porządku, niż porządek siły”.
Komunizmowi z jego radykalną, plebejską demokracją, Baron Ungern przeciwstawiał więc tradycyjną, mistyczną, samowładczą monarchię i tradycyjną, naturalnie zorientowaną na owo uosobione przez monarchę mistyczne „centrum”, arystokrację – heroiczną, ascetyczną, „barbarzyńską” i antyintelektualistyczną (i realizującą przez to prawdziwą kulturę), amoralną i surową, ponadosobową i antyindywidualistyczną (i realizującą przez to prawdziwą osobowość). Według własnych słów Barona: „Jedynymi, którzy mogą ochronić prawdę, dobro, honor i obyczaj, tak okrutnie deptane przez bezbożników – są królowie. Tylko oni mogą chronić religię i uwznioślić wiarę na ziemi. (…) Najdoskonalszym wcieleniem monarchii jest zjednoczenie bóstwa z władzą ludzką, jak u bogdychana w Chinach, bogdo-chana w Chałsze i w dawnych czasach u ruskich carów”. W postawie tej manifestował się geniusz jego rasy – germańskich rodów feudalnych, wzrastających pośród zasnutych przez większą część roku chmurami wysp i lasów północnych wybrzeży Bałtyku, na zachodnim skraju wielkiej eurazjatyckiej przestrzeni, której rozległość i duchowa głębia przyprawiają o zawrót głowy.
Niemiecki baron w sercu Azji
Imperium rosyjskie otworzyło dla bałtyckich Niemców tę wielką przestrzeń, której nie zdołali dla etnosu germańskiego opanować Wikingowie, Krzyżacy a w końcu też Hitler. Baron Ungern jeszcze w 1905 roku, porzuciwszy szkołę oficerską, zaciągnął się do armii jako szeregowiec i wyjechał na Daleki Wschód. Nie zdążył jednak wziąć udziału w wojnie w Mandżurii. Wbrew narosłym później legendom, w latach 1911-1912, choć zabiegał o oddelegowanie go do pomocy Mongołom walczącym o uniezależnienie się od Chin, nie otrzymał na to zgody dowódców pełniąc jedynie służbę w rosyjskim konsulacie na zachodzie tego kraju. Czytał tam Dantego i Dostojewskiego, unikając miast których nienawidził i prowadząc proste i surowe życie - możliwie blisko swoich żołnierzy. Dopełniwszy kontraktu, wyruszył bez zapasów, jedynie z psem, sokołem i koniem, w roczną samotną wędrówkę przez Mongolię i Mandżurię. Najpewniej to w tym właśnie czasie Ungern został wtajemniczony w buddyzm wadżrajany. Założyć miał wtedy złożony z około 300 żołnierzy buddyjski zakon zbrojny, którego powołaniem miała być służba carowi i walka z rewolucją – ludzie ci stanowili następnie rdzeń jego Azjatyckiej Dywizji Konnej do końca jej istnienia jesienią 1921 roku. Później miał jakoby stwierdzić „Całe życie poświęciłem wojnie i studiowaniu buddyzmu”.
Sam Ungern twierdził, że buddyzm w jego rodzie obecny był od co najmniej trzech pokoleń. Wydaje się, że uważał ten światopogląd za filozoficzny rdzeń przyszłego imperium eurazjatyckiego, które opierać by się miało na Tybecie, Sinkiangu, Chałsze, Mongolii Wewnętrznej, Bargujin-Tukum, Mandżurii i Szantungu. W szeregach swojej Azjatyckiej Dywizji Konnej i podczas późniejszych rządów w Urdze wspierał tradycyjne religie, uważając je za przejawy wyższej prawdy metafizycznej. Relacje mówią o jego wybitnych zdolnościach mnemotechnicznych i inteligencji abstrakcyjnej: przejawiał uzdolnienia i wykazywał zamiłowanie do matematyki, astronomii oraz do języków obcych. Ungern miał nawet jakoby powiedzieć: „Uczony – astronom, fizyk, matematyk musi być konserwatystą. Wie przecież, że światem rządzą niewzruszone prawa, które zostały mu dane raz na zawsze i mają tę samą wartość zawsze i wszędzie.” Na pewno zaś wiemy, że znał biegle rosyjski, niemiecki, estoński, francuski i angielski, na Dalekim Wschodzie nauczył się zaś dodatkowo kilku tamtejszych języków.
Jego talenty miały prawdopodobnie przełożenie na jego predylekcję do buddyzmu, uważanego za najbardziej „abstrakcyjną” i wymagającą intelektualnie i duchowo religię. Buddyzm miał tworzyć rdzeń światopoglądu imperium kontynentalnego, Buddyjski Zakon Wojskowy nazywany był „zakonem buddyjskich krzyżowców”, którzy mieli przeprowadzić „krucjatę” przeciwko liberalnemu, bezbożnemu Zachodowi, gdzie ludzie są „samolubni, aroganccy, bezczelni, zakłamani, utracili wiarę i sens, królów już nie mają. Wraz z królami stracili zaś szczęście, i ludzie, nawet ci szukający śmierci, nie mogą go znaleźć. Ale sens jest niezmienny i zawsze prawdziwy, a prawda zawsze zwycięża”. Dlatego celem „żółtej krucjaty” miałaby być restauracja monarchii, co „uratowałoby ludzkość skorumpowaną przez Zachód”.
Formami w jakich miały się wyrażać światopogląd i filozofia buddyjska miały być poszczególne religie Eurazji. Boskie piękno wyraża się w mnogości teofanii, gdy tymczasem boski majestat sprowadza je wszystkie do transcendentnej jedności. Sztandar wojsk Barona przedstawia ruski mandylion na żółtym mongolskim tle, obszyty czerwonym mongolskim ornamentem, ze starosłowiańskim podpisem „Съ нами Бгь”(z czasem dodano czarną swastykę), Ungern bowiem nigdy nie wyrzekł się chrześcijaństwa, formalnie będąc luteraninem, uprawiając jednak kult na sposób prawosławny. Podobny eurazjatycki synkretyzm przedstawiał strój Barona – żółty mongolski chałat z generalskimi pagonami rosyjskiego oficera.
Na frontach wojny
Nadmieńmy tu, że koncepcje Barona były koncepcjami białego człowieka, którego właściwym adresatem były ludy białej rasy. Wśród ludów ałtajskich, eurazjatyzm Barona Ungerna nie znalazł zbyt wielu wdzięcznych słuchaczy. Kongres panmongolski na przełomie lutego i marca 1919 roku zorganizowany w Daurii przez atamana Grigorija Siemionowa z inspiracji Japończyków nie przyciągnął ani jednego przedstawiciela Mongolii Zewnętrznej. Rząd w Urdze uchylał się od projektów panmongolskich a Chińska Armia Republikańska przebywała w mieście formalnie na jego zaproszenie. W oddziałach Ungerna oficerami zawsze byli zaś Rosjanie, analogicznie jak w jednostkach indyjskich sipajów czy strzelców senegalskich byli nimi biali. Baron Ungern zmuszony był traktować „żółte” ludy na których się opierał, analogicznie jak bolszewicy traktowali stanowiących dla nich oparcie robotników – poddawać ich faktycznemu kierownictwu lepszej rasy.
Po wybuchu wojny z Niemcami i Austro-Węgrami, Baron Ungern trafił na front, dając tam poznać wszystkie swoje bojowe cnoty i przewagi. Walczył przy tym nie tylko na perymetrze zachodnim, z Niemcami w Prusach i z Austriakami w Galicji, ale też - po rewolucji lutowej - na Zakaukaziu, trafiając nawet do Persji, gdzie formował jednostki Asyryjczyków mających walczyć u boku Rosji. Po rewolucji komunistycznej, Baron znów znalazł się na dalekowschodnich pograniczach imperium, gdzie jego zadaniem było zwalczanie czerwonej partyzantki w Daurii, na pograniczu Rosji, Chin i Mongolii. Po upadku Irkucka, śmierci Kołczaka i nieudanych ofensywach jednostek operujących na Zabajkalu, Ungern 1 października 1920 roku przekroczył granicę Mongolii. Po dwóch nieudanych szturmach stolicy kraju Urgi, zdobył ją wreszcie 4 lutego 1921 roku na czele półtora tysiąca żołnierzy, pokonując siedmiotysięczny garnizon chiński, mający nad ungernowcami przewagę także w artylerii i broni maszynowej. Ungern stracił podczas szturmu sześćdziesięciu ludzi, straty chińskie wyniosły około 1 500 ludzi.
Władca oświecony
Baron restaurował natychmiast panowanie Bogdo-gegena VIII, samemu usuwając się w cień – Ungern otrzymał z rąk monarchy tytuły ale nie władzę, działając zawsze jedynie z sankcji chana. Anarchistyczny szwajcarski pisarz rosyjskiego pochodzenia Michaił Ramseier w książce „Cosaques” (2009) porównuje Barona Ungerna do hiszpańskiego konkwistadora Lope de Aguirre (1518-1561), wskazując że obydwaj udali się poza granice swych macierzystych krajów by założyć państwa i społeczeństwa odpowiadające ich wyobrażeniom, obydwaj hołdowali surowym, męskim ideałom, stosując w warunkach dzikości bezwzględne środki rządzenia co zapisało ich w kulturze jako oszalałych tyranów, w rzeczywistości jednak obydwaj preferowali proste, twarde i skromne życie, byli tyleż surowi wobec przedstawicieli „cywilizacji”, co sami żyli pośród swoich żołnierzy tak jak sami ci żołnierze.
Ungern powiedział wręcz, że „burżuazja zdolna jest tylko pasożytować na państwie, to burżuazja ze swoim liberalizmem doprowadziła kraj do tego, co obecnie się dzieje. Car musi polegać na arystokracji i chłopstwie”. Ungern-Sternberg i Lope de Aguirre podobnie preferowali też towarzystwo „małych ludzi”, żaden z nich nie szukał władzy dla siebie, obydwaj wznosili się bowiem ponad swoje ego, uważając się raczej za wcielenie ponadludzkiej, metafizycznej Siły. Tak jak też Lope de Aguirre wprowadził rozmaite ulepszenia cywilizacyjne w ówczesnej Wenezueli, tak też Ungern rozwinął cywilizację w Mongolii, tworząc w Urdze służbę sanitarną i medyczną, szkołę wojskową, administrację i bank emisyjny, co zdynamizowało ówczesne mongolskie przemysł, handel i rolnictwo.
Geostrategiczna klęska Barona
Baron prowadził wielokierunkowe negocjacje z monarchistycznymi generałami w Mandżurii i właściwych Chinach oraz z Japończykami, chcąc zmobilizować przeciw bolszewikom ludy Azji od Oceanu Spokojnego po Morze Kaspijskie a nawet Wołgę i Krym (Tatarzy), by następnie poprowadzić je ku wyzwoleniu Rusi i dalej przeciw Zachodowi. Chciał „Obudzić całą Azję i z jej pomocą przywrócić panowanie Boskie na ziemi”. Nie znalazłszy partnerów w Chinach ani w Tokio, ostatecznie w maju 1921 roku ruszył na czele swej dywizji na Syberię, pragnąc wywołać tam antybolszewickie powstanie ruskich chłopów i rdzennych ludów. Nie dysponując odpowiednim rozpoznaniem ani wywiadem, źle ocenił sytuację i ostatecznie został odparty, w połowie września przekraczając ponownie granicę Mongolii. W kampanii syberyjskiej Ungern stracił jednak zaledwie 200 poległych i 50 ciężko rannych, podczas gdy „czerwoni” stracić mieli 2000-2500 ludzi.
Po klęsce ofensywy na Syberię, Baron rozważał wycofanie się do Urianchaju, ostatecznie jednak zdecydował się na odleglejszy Tybet, by stamtąd kontynuować walkę z bolszewikami. Jego podkomendni zbuntowali się jednak przeciw niemu, najpierw próbując bezskutecznie zabić dowódcę, a następnie go porzucając. Baron został odnaleziony i pojmany we śnie przez komunistyczny patrol, po czym zorganizowano mu w ówczesnym Nowonikołajewsku 15 września 1921 roku pokazowy proces mający ukazać nową kulturę polityczno-prawną radzieckiej Rosji, jeszcze tego samego dnia wykonując na skazanym wyrok śmierci przez rozstrzelanie.
Wcielony mit, nie psychopata
Końcowe rozdziały powieści Vladimira Poznera dają nam obraz Barona Ungerna stopniowo pogrążającego się w szaleństwie - autor przydaje w tym znaczenia ranie głowy odniesionej przez Barona w młodości w pojedynku - brutalność i okrucieństwo Ungerna stają się coraz bardziej absurdalne, aż wreszcie prześladowani przez niego oficerowie jego dywizji zawiązują spisek by pozbawić go dowództwa i życia. Pozner skłania się tu zatem do interpretacji naturalistycznej, psychoanalitycznej wręcz. Psychoanaliza była teorią żydowską, wyraża się w niej żydowskie zamiłowanie do zmysłowości i chtoniczny materializm tego ludu. U swego zarania psychoanaliza była teoretyczną polemiką z tradycyjnymi światopoglądami, postępowanie człowieka interpretującymi w kluczu odniesień metafizycznych, transcendentnych wobec człowieka.
W takim tradycyjnym ujęciu Ungern działał nie jako jednostka-ego, lecz jako wcielenie ponadosobowego arche. Hrabia Herman Keyserling (1880-1946) pisał o nim: „Wydawałoby się, że jest on zawieszony gdzieś między Niebem a Piekłem, nie rozumiejąc zupełnie praw rządzących Ziemią. Przedstawiał on istotnie niezwykły wprost stop wielkich zdolności do metafizyki oraz okrucieństwa. (…) Był doprawdy człowiekiem nie z tego świata i nie mogę wstrzymać się od myśli, że na naszej ziemi bawił jedynie przelotnie”. Mongołowie uważali Ungerna za wcielenie Begtse, czyli gniewnego bóstwa wojny będącego również patronem Urgi, jak również za inkarnację legendarnego króla Gesara, który przed tysiącem lat miał rządzić jednym z państw w dzisiejszym wschodnim Tybecie, do powinowactwa z dziedzictwem historycznym którego poczuwali się Mongołowie.
Nowoczesny, uformowany w racjonalistycznym i materialistycznym światopoglądzie intelekt ma trudności ze zrozumieniem postaci takich jak Ungern, stąd też próby interpretacji postaci Barona w kategoriach psychopatologicznych, jak u Poznera, oraz wyrastająca na tej pożywce publicystyczna kalka „Szalonego Barona”. Sam Ungern postrzegał się raczej jako przejaw gniewu Bożego. Wskazywał na swoje rasowe pokrewieństwo z Węgrami i możliwe z Batu-chanem; ród Ungernów ma się wywodzić od XIII-wiecznego węgierskiego szlachcica Hannsa von Ungernna, który pojawia się na arenie dziejów gdy Mongołowie oblegali Budę. Trzy wieki wcześniej Madziarowie uważani byli za Flagellum Dei – Bicz Boży, podobnie jak w V wieku Hunowie, z którymi przypisywali sobie pokrewieństwo i za dziedziców których się uważali. Wedle swego własnego mniemania, Baron Ungern był więc „servus Dei” - sługą Bożym, który miał pokarać pławiącą się w grzechu cywilizację zachodnią.
Na planie teologicznym Boża wielkość rodzi piękno i miłosierdzie, transcendentna jedność odbija się zaś w materialnej wielości. Gdy jednak świat stworzony ulegnie rozkładowi i osunie się w brzydotę, musi nastąpić odwrotny proces, to znaczy zniszczenie mnogości zdegenerowanych form przez surową sprawiedliwość - tak więc powrót do jedności, która następnie znów zrodzi w wielości piękno. Wśród Boskich posłów są zatem tacy, którzy pełnią rolę czynników zniszczenia przygotowując odnowę, jak św. Jan Chrzciciel który utorował drogę nadejściu Chrystusa. Mongołowie postrzegani byli niegdyś jako niszczyciele społeczeństw skorumpowanych przepychem i osuwających się w groteskę i brzydotę. Jako koczownicy zamieszkujący pustynie i stepy Azji, doskonale spełniali funkcję czynnika oczyszczenia. Sam Dżyngis-chan mawiał o sobie „Jestem karą Boga”. Za Flagellum Dei uważał się Attyla. Stąd głęboki metafizyczny i duchowy związek Barona Ungerna z ludami ałtajskimi a szczególnie z Mongołami.
Podsumowanie
Obok powieści Ossendowskiego „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”, wspomnień Kamila Giżyckiego „Przez Urienchaj i Mongolię”, książek Witolda Michałowskiego i biografii Barona pióra Jamesa Palmera, książka Vladimira Poznera jest kolejną z dostępnych dla polskiego czytelnika pozycji poświęconych Baronowi Ungernowi. Jest bodaj najmniej znana i najtrudniejsza do zdobycia z wymienionych, bodaj jednak poznawczo najbardziej wartościowa z nich – pomimo swoich wymienionych tu mankamentów. Zainteresowani postacią „Buddysty z mieczem” mogą z powodzeniem sięgnąć po tę pozycję.
Ronald Lasecki
(Vladimir Pozner, Ostrze włóczni, tłum. Maria Kurecka, Państwowy Instytut Wydawniczy, Kraków 1950, s. 314)



Komentarze
Prześlij komentarz