Atak USA na Wenezuelę

 


Nie mamy dotychczas twardych dowodów, że Stany Zjednoczone Ameryki faktycznie porwały wenezuelskiego prezydenta Nicolása Maduro, acz nie jest on obecnie widoczny, jest to zatem dość prawdopodobne. Pomiędzy rozpoczęciem jankeskich bombardowań Wenezueli a domniemanym pojmaniem jej przywódcy minęło zaledwie kilka godzin. Wydarzenia przypominają operację „Just Cause” z 1989 roku, gdy jankesi pojmali również oskarżanego o handel narkotykami panamskiego przywódcę Manuela Noriegę.


Według republikańskiego senatora Mike'a Lee, Waszyngton, po schwytaniu N. Maduro, zakończył działania militarne w Wenezueli. M. Lee, który początkowo krytykował operację, powołał się na sekretarza stanu USA Marco Rubio, który miał go zapewnić, że „nie przewiduje dalszych działań w Wenezueli, gdy Maduro jest w areszcie USA”. Zastępca sekretarza stanu USA Christopher Landau ogłosił na X, że dla Wenezueli nastała „nowa era”, zaś pojmany przez siły USA „tyran” Nicolás Maduro „odpowie za swoje zbrodnie w sądzie”. Tymczasem minister obrony Wenezueli Vladimir Padrino López wezwał do powstania ludowego w obronie niepodległości wobec „imperialnej agresji”, powołując się na tradycje walk 1811 roku, opór wobec „dyplomacji kanonierek”1902 roku, oraz przywołując tradycje Bolívara i Mirandy.


Kategorycznie potępił” atak USA na Wenezuelę prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenko, przestrzegając równocześnie jankesów że Wenezuela stanie się dla nich „drugim Wietnamem”, zaś „Amerykanie tego nie chcą”. „Aktem agresji przeciwko Wenezueli” nazwało bombardowania USA rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych, dodając że „ideologiczna wrogość przeważyła nad biznesowym pragmatyzmem i wolą budowania relacji opartych na zaufaniu i przewidywalności”, co, jak się wydaje, jest aluzją do mesjanistycznego stanowiska obecnego szefa Departamentu Stanu USA. Rosja przychyla się do zwołania posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ i wyraża pragnienie, by Ameryka Łacińska pozostała „strefą pokoju”, zaś Wenezuela miała zapewnione „prawo do decydowania o swoim przeznaczeniu, bez żadnych, szczególnie wojskowych, destruktywnych działań z zewnątrz”.


Potępienie „terrorystycznej agresji amerykańskich bandytów przeciwko Boliwariańskiej Republice Wenezueli” wyraził libański Hezbollah, który zapewnił też o swojej pełnej solidarności z „Wenezuelą – jej ludem, prezydentem i rządem – konfrontujących się z tą amerykańską agresją i arogancją”. Władze Islamskiej Republiki Iranu nazwały z kolei jankeskie bombardowania „rażącym pogwałceniem suwerenności i integralności terytorialnej” południowoamerykańskiego kraju. Roderich Kisewetter z niemieckiej CDU potępił atak na Wenezuelę, stwierdzając że „Trump rujnuje to, co decydowało o zaufaniu do USA”, zaś były premier Italii a obecnie jeden z przywódców opozycji w tym kraju Giuseppe Conte nazwał naloty USA na Wenezuelę „agresją pozbawioną podstawy prawnej”, stwierdzając następnie „Nieliberalna natura rządu nie może usprawiedliwiać ataku na suwerenne państwo”. Napaść Waszyngtonu na Wenezuelę potępił też ze swojego konta na X Włodzimierz Skalik z Konfederacji Korony Polskiej.


Prezydent Kolumbii Gustavo Petro nakazał rozmieszczenie kolumbijskich sił zbrojnych na granicy z Wenezuelą. Ataki lotnicze USA nazwał „agresją przeciwko suwerenności Ameryki Łacińskiej” i przestrzegł przed kryzysem humanitarnym jaki mogą wywołać. Trynidad i Tobago zapewnił, że nie ma nic wspólnego z jankeskimi atakami i podtrzymuje pokojowe stosunki z ludem Wenezueli. „Nieakceptowalnym przekroczeniem linii” nazwał bombardowania Wenezueli i porwanie Nicolása Maduro prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva, określając ją jako „pogwałcenie niepodległości Wenezueli” i „skrajnie niebezpieczny precedens dla społeczności międzynarodowej”.


Zdecydowanie potępiło” jankeskie ataki „na cele na terytorium Wenezueli” ministerstwo spraw zagranicznych Meksyku. „Zaniepokojenie działaniami militarnymi USA w Wenezueli i ich potępienie” zadeklarował prezydent Chile Gabriel Boric, podkreślając znaczenie prawa międzynarodowego i wzywając do pokojowego rozwiązania sporu. Z kolei kierownictwo polityki zagranicznej w Montewideo, zapewniło że Urugwaj „Odrzuca, jak zawsze, interwencję militarną jednego kraju na terytorium drugiego” i wzywa do przestrzegania prawa międzynarodowego.


Ministerstwo spraw zagranicznych Hiszpanii zaoferowało „dobre usługi w celu osiągnięcia pokojowego i osiągniętego w drodze negocjacji rozwiązania obecnego kryzysu” pomiędzy Waszyngtonem a Caracas. Madryt wzywa do „deeskalacji i umiarkowania”, zapewniając przy tym Waszyngton, że nie uznał wyniku wyborów z 28 lipca 2024 roku wygranych przez N. Maduro.


Z czysto militarnego punktu widzenia, jankeska operacja była sukcesem. Przygotowywano ją od dawna, realizując kolejno blokadę morską Wenezueli, rozmieszczenie u jej wybrzeży jankeskiej floty wojennej, intensyfikując walkę z handlem narkotykami, następnie zaś na terytorium południowoamerykańskiego kraju przeniknęły służby wywiadowcze i siły specjalne Waszyngtonu. Sama operacja specjalna była błyskawiczna: dokonano precyzyjnych uderzeń w strategicznych punktach, po czym prawdopodobnie jankeskie siły specjalne pojmały i porwały Nicolása Maduro, jego małżonkę i być może inne kluczowe postaci wenezuelskiego kręgu władzy.


Otwarte pozostaje natomiast pytanie co dalej, nie znamy bowiem sytuacji w Wenezueli. Pamiętamy za to, jak skończyły się projekty „nation building” w przypadku Afganistanu, Iraku, Libii i Syrii. Większość Wenezueli to relatywnie słabo zaludnione tropikalne dżungle, których jankesi nie będą w stanie bezpośrednio kontrolować. Ludowe partyzantki w sąsiedniej Kolumbii skutecznie działają od ponad pół wieku. Wenezuela może stać się dla gwiazdek i pasków czarną dziurą, zasysającą ich moralne i materialne zasoby, co byłoby początkiem końca Donalda Trumpa. Póki co jednak, to Waszyngton pokazał Moskwie, jak wygląda prawdziwa „specjalna operacja wojskowa”.


Już obecnie, nękająca północne Chile fala uchodźców z Wenezueli zadecydowała o wyniku wyborów prezydenckich w tym kraju. Nietrudno sobie wyobrazić, jaki wpływ na całą Amerykę Południową i Karaiby miałoby przekształcenie Wenezueli w państwo ewidentnie upadłe. Około 40 000 baryłek ropy dziennie otrzymywała od Wenezueli Kuba, która najmocniej odczuje upadek tego państwa. Subsydia z Caracas trafiały też do Managui, sandiniści byli zaś sojusznikami Republiki Boliwariańskiej. Chaos w Wenezueli oznaczał będzie zatem problemy dla Brazylii, Kolumbii i niepodległościowych państw Ameryki Łacińskiej.


Ronald Lasecki


Wesprzyj moją publicystykę


Postaw mi kawę

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Samozaoranie" Grzegorza Brauna

Dlaczego chrześcijańska prawica nie jest rozwiązaniem?

Antysystem istnieje