Przegląd Latynoamerykański (2): Meksykańskie kartele na wojnie z Molochem

 


Stany Zjednoczone Ameryki subordunuja sąsiednie Meksykańskie Stany Zjednoczone w zakresie walki z kartelami narkotykowymi. 27 lipca zastępca szefa personelu politycznego Białego Domu i doradca ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Stephen Miller oskarżył Meksyk, że jego „system wymiaru sprawiedliwości nie funkcjonuje, system polityczny nie funkcjonuje, system prawny nie funkcjonuje (…) ponieważ jego terytorium jest kontrolowane i okupowane przez organizacje terrorystyczne”. Waszyngton określa tym mianem meksykańskie kartele narkotykowe, wiele spośród których USA zaklasyfikowały formalnie jako „zagraniczne organizacje terrorystyczne”, a które S. Miller oskarżył w swoim wystąpieniu, że „eksportują masową śmierć w postaci narkotyków do naszego kraju”.


Dzień później jankeskiemu urzędnikowi odpowiedziała sama prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum, stwierdzając że północny sąsiad jej kraju powinien „przyjrzeć się samemu sobie” jeśli chodzi o konsumpcję narkotyków i „pranie” zysków z ich sprzedaży, w czym - wedle słów przywódczyni Meksyku - Stany Zjednoczone Ameryki mają odgrywać istotną rolę. W dalszych słowach C. Sheinbaum zapewniła jednak że Ciudad de México „koordynuje swoją politykę (z Waszyngtonem) na wielu obszarach (…), włączając w to kwestie bezpieczeństwa”.


W bieżącym roku, z wykorzystaniem aparatu wywiadowczego gwiazdek i pasków został na przykład zabity Nemesio „El Mencho” Rubén Oseguera Cervantes - domniemany przywódca Cártel Jalisco Nueva Generación, choć z drugiej strony, od czasu objęcia przez C. Sheinbaum stanowiska prezydenta Meksykańskich Stanów Zjednoczonych w październiku 2024 roku, intensywność wojny z kartelami została obniżona. Widoczna jest jednak nierównowaga w stosunkach Ciudad de México z Waszyngtonem, ten pierwszy bowiem tłumaczy się ze swoich działań na poziomie głowy państwa szeregowym urzędnikom tego drugiego i poddaje swoją wewnętrzną politykę bezpieczeństwa i praworządności ogólnemu kierownictwu i nadzorowi jankesów.


Nie sposób nie zauważyć na tym tle, że kartele narkotykowe operujące w oparciu o Panamericana łączącą Monterrey z Buenos Aires, ze swoją kulturą klanowości, honoru, ludowego katolicyzmu i machismo, stają się dziś najbardziej niezależną manifestacją cywilizacji latynoamerykańskiej, paradoksalnie na tle ich anarchiczności integrującą w jeden system transportowo-gospodarczy kraje od La Platy na południu po Rio Grande na północy, i jako jako jedyne w latynoskim świecie przedstawiają dla jankesów realne zagrożenie.


Ronald Lasecki



Wesprzyj moją pracę analityczną


Postaw mi kawę

Komentarze

  1. dla pana redaktura rozumiem porywanie swoich własnych pobratymców dla okupu, masowe morderstwa, gwałty i destabilizacja życia społecznego na każdym poziomie jest właśnie wyrazem tej słynnej cywilizacji latynoamerykańskiej? brawo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nic innego nie robili nasi prehistoryczni przodkowie ani nie robią współcześnie nowoczesne państwa - po prostu podmiot sprawczy zmienił się z band mężczyzn na zorganizowany aparat. Generalnie, tak wygląda po prostu świat, że kto może ten dziobie innych, by samemu się wzmocnić. I teraz kwestia jest taka, że w Ameryce Łacińskiej aparaty te nie działają, a bandy mężczyzn już tak.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Światopogląd pogański

"Citizen Vigilante" - recenzja

"Samozaoranie" Grzegorza Brauna